Od gadania do działania

Od gadania do działania

Nie jeden raz spotkałam ich. Byli jak ćmy lecące do światła, albo wrony masowo obsiadające drzewo. Mijała chwila i od razu zaczynali, bez tzw. „krempacji”. Prosto, z mostu. Narzekacze pracowi.

O tym, że narzekanie jest polskim sportem narodowym, wiadomo nie od dziś. Przez długie lata pozwoliliśmy sobie stworzyć swoistą kulturę narzekania, a nasz stosunek do niego jest co najmniej dziwny. A wiecie dlaczego? Bo z jednej strony ganimy je, denerwujemy się i irytujemy, ale w ostatecznym rozrachunku nie potrafimy bez niego żyć! Narzekanie stało się jak organ, który wyhodowaliśmy na naszym ciele i za żadne skarby nie poddamy się amputacji, o nie!

Co wspólnego ma narzekanie i praca? Bardzo wiele! Zapewne sami doskonale wiecie i przekonaliście  się o tym nie raz, że zawsze znajdzie się w Waszym otoczeniu ktoś, kto wiesza przysłowiowe psy na swojej pracy. Ja także przez całe moje życie zawodowe spotykam i zapewne będę spotykać takich ludzi całe rzesze. Zawsze zastanawiała mnie ta łatwość, z jaką otwierali się w moim towarzystwie – nie było ważne, czy znamy się długo, czy krótko. Tyrada płynęła. I żebyście dobrze mnie zrozumieli – zawsze znalazłam czas na to, aby wysłuchać i chwilę pogawędzić. Z czasem ograniczyłam się do wysłuchania. Dlaczego? Bo z przykrością muszę stwierdzić, że to narzekanie jest jak zasłona, za którą chowa się człowiek bezradny wobec dyskomfortu, który nie zawsze chce zmienić swoją sytuację.

Owszem, wielu doradców, coachów czy rekruterów powie Wam, że temat trzeba przegadać wzdłuż i wszerz – to prawda. Jedyny problem, jaki się pojawia, to jest to, że kiedyś trzeba skończyć ględzić i zacząć działać, aby nie zapętlić się w samym narzekaniu. Szkoda energii, nic nam z tego nie przybędzie, a sytuacja i tak się nie zmieni.

Dlatego jeśli czujecie, że:

  • wasza robota nie sprawia Wam satysfakcji,
  • coraz trudniej jest Wam wstać rano do pracy,
  • w swojej firmie macie kłopoty z zabraniem się za realizację zadań i najzwyczajniej w świecie spada Wasza produktywność,
  • towarzyszy Wam poczucie, że jesteście wyłącznie inwestorem i nie macie zwrotu z tzw. inwestycji?

To znaczy, że czas usiąść w spokoju i zastanowić się, dlaczego tak jest? Odpowiedzieć sobie na pytanie, co jest czynnikiem, który przyczynia się do powstania takich odczuć? Czy możemy podjąć jakieś działania, które pomogą nam wrócić do pionu? Czy jest to czas na zmianę – a jeśli tak, to na jaką?

Wierzcie mi lub nie, ale te na pozór proste pytania trudno jest postawić sobie i uzyskać jednoznaczną odpowiedź. W codziennej gonitwie lub też marazmie, jaki towarzyszy nam w „niekochanej pracy”, człowiek jest trochę… jak zaczadzony! Niechętnie zajrzy do swojego wnętrza i przegada temat ze sobą, dlatego w pierwszej kolejności uderza do słuchacza z zewnątrz. I dobrze, że stać go na to, tylko od gadania trzeba potem przejść do działania. Ułożyć plan i konsekwentnie go zrealizować, mając z tyłu głowy swój cel i poprawkę na to, że czasem droga do niego bywa wyboista lub kręta.

Wielu badaczy twierdzi, że narzekanie ma swoją funkcję społeczną tzn. służy nawiązywaniu więzi z innymi i identyfikacji.

W naszej kulturze nieprzychylnie patrzymy na ty, co są zadowoleni, często mówimy o nich z kategoriach ludzi „spoza naszego obozu”. Zauważcie, że jeśli chodzi o kwestię pracy, to w rozmowie z narzekającym trochę czasu musi zająć ustalenie, co tak naprawdę mu przeszkadza w tej pracy. To logiczne, bo w narzekaniu mówimy trochę naokoło, niekonkretnie, z dala od rozwiązania problemu.

A powód do narzekań często bywa błahy i wynika z naszych błędów w postrzeganiu i myśleniu np. porównujemy się nie z tym, z kim trzeba. Dopowiadamy coś, co nigdy nie miało miejsca. Unikamy merytorycznej rozmowy i wyjaśnienia czegoś, co budzi w nas niepokój lub wątpliwość. Czasem też nasze oczekiwania przerastają możliwości i nie chcemy ich zmniejszyć poprzez dopasowanie do sytuacji, w której jesteśmy.

Często mówi się, że jeśli jest Ci źle w pracy, ale nie możesz lub tak naprawdę nie chcesz jej zmienić, powinieneś zmienić swoje nastawienie i zachowanie. Na pozór – niewykonalne, w rzeczywistości kilka drobnych zmian potrafi przynieść nam ulgę i wyzwolić się z samonakręcającej karuzeli niezadowolenia

W życiu wszystko jest kwestią proporcji oraz wyborów. Nie unikniemy ich, a istotą naszej egzystencji jest dokonywanie ich w zgodzie ze sobą, a nie pod presją.

Dlatego każdemu marudzie, z którym rozmawiałam, w pierwszej kolejności radziłam, aby poobserwował swoją sytuację z boku i zastanowił się, co tak naprawdę mu doskwiera, na ile są to rzeczy, na które może mieć wpływ a na ile są one niezmienne do tego stopnia, że wymagają podjęcia radykalnych środków.

Zabrzmi to jak truizm, ale wierzcie mi, że praca nie zając i zawsze można ją zmienić. Pytanie, czy zmieniamy dla samego zmieniania, czy też chcemy zmienić mądrze. Skoro zabiera nam 1/3 życia warto wybrać wariant drugi. W sytuacji, w której dojrzejemy do tej decyzji, musimy pamiętać, że szukanie jej jest czasem… jak druga praca. Bywa mozolne, trudne i nieprzewidywalne. Dlaczego? Bo to, że Wy wewnętrznie postanowicie sobie, że jest to czas na zmianę zawodową, nie oznacza, że świat tj. rynek pracy podziela tę myśl.

Jeśli ktokolwiek z kandydatów podczas paneli dyskusyjnych lub moich znajomych zadaje mi pytanie, co jest trudnego w zmianie pracy, odpowiadam, że góra z górą musi się spotkać w odpowiednim momencie. Wbrew pozorom oprócz wiedzy, doświadczenia, chęci potencjalnego rozwoju, w procesie tym swoje 3 grosze ma zwykły łut szczęścia.

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ

NEWSLETTER

Bądź na bieżąco
z newsami
ze świata HR

OSTATNIO DODANE
SOCIAL HR CORNER