Rozmowy (nie)kontrolowane

Rozmowy (nie)kontrolowane

W swoim życiu brałam udział w nie jednej rekrutacji. Czasem szukałam dla siebie inspiracji, czasem możliwości, a czasem ze zwykłej ciekawości odpowiadałam na zaczepki kolegów lub koleżanek z mojej branży i co? I powiem wprost, „bez krempacji”: najgorzej jak rekruter zalicza wtopę przed innym rekruterem. Skala tego zjawiska jest porażająca. Dla formalności powiem, że miałam okazję przeżyć na własnej skórze bardzo profesjonalne procesy, które zapadły mi w pamięć wraz z wartościowymi osobami i poczuciem, że wyniosłam z nich wiedzę dla siebie, o sobie i kolejne doświadczenie (bo nie zawsze wieńczyły się one sukcesem, to normalne). Ale to, jak bardzo rynek ten zepsuł się na przestrzeni ostatnich 2-3 lat, wprawia mnie w przerażenie!

 

Kiedy ja, do któregokolwiek z moich zespołów, szukałam współpracownika lub praktykanta, który miał zająć się pracą z obszaru HR, stawałam na rzęsach, aby procesy te były przyjazne, profesjonalne, zrealizowane zgodnie z etyką i „zwykłą”, ludzką kulturą.

Kiedyś  miałam wątpliwą przyjemność odbycia rozmowy z jedną z konsultantek, która w trakcie 20-minutowej pogawędki spowodowała u mnie taki poziom niechęci wobec jej organizacji, że ze zwykłej ludzkiej przewrotności, spotkam się z nią na rozmowie osobistej tylko po to, aby sprawdzić, czy to nie był zły sen. Pani dokonała weryfikacji języka angielskiego i po kilkuzdaniowej wypowiedzi stwierdziła, że „lepię jakoś te słowa, ale niewłaściwie”. Nie chodzi tutaj o to, aby uważać siebie za alfę i omegę, ale komentowanie czyjejś wypowiedzi jest najzwyczajniej w świecie niegrzeczne, a weryfikacja języka nigdy nie powinna zakończyć się w jej strony oceną kandydata, o ile ten nie poprosi jej o informację zwrotną.

Rozmawiałam na ten temat z kolegą HR-owcem, który smutno skwitował to stwierdzeniem o tym, że wielu ludzi występujących pod tym tytułem niesłusznie uważa, że ma prawo stawiać się ponad kandydatem tylko dlatego, bo mają prawo dotknąć jego CV i niczym bóg zadecydować o jego być lub nie być w firmie. To smutne. Odnoszę wrażenie, że wielu ludzi, którzy wkroczyli do świata HR kompletnie nie rozumieją swojej roli i chorują na jedną z bardziej powszechnych przypadłości człowieczeństwa XXI w. – brak empatii, a przecież – parafrazując słynny cytat z pewnej komedii „empatia to nie jest rzadka zupa z Azji”.

Rzeczą niezrozumiałą jest dla mnie także bezkrytycyzm wobec postaw i zachowań w polskim HR-rze. Z łatwością przychodzi nam przypisywanie odpowiedzialności czynnikom zewnętrznym lub toczenie długich debat o tym, jak „rynek kandydata zepsuł kandydata”, ale sami swoją postawą wielokrotnie wykazujemy się brakiem elementarnego profesjonalizmu. Kiedyś myślałam, że brak feedbacku jest największą zmorą światka HR, dziś śmiem twierdzić, że tych straszydeł jest znacznie więcej.

Najtrudniejszymi momentami są dla mnie chwile, kiedy ktoś z mojej rodziny lub ktoś znajomy przychodzi do mnie i opowiada mi historie rekrutacyjne, od których przysłowiowy włos jeży się na głowie. Od jakiegoś czasu zastanawiam się, jak to możliwe, że w dobie, kiedy nastały czasy powszechnej konkurencji, tyle mówi się o tym, że osób czynnie szukających do pracy jest o wiele mniej niż ofert, ciągle mamy do czynienia z takimi zjawiskami – i o dziwo – nie są to zjawiska odosobnione?! Rekrutacyjne wtopy zaliczają najwięksi giganci, ci mniejsi też. Jednocześnie bez problemu toczymy zawiłe, jałowe wręcz debaty chociażby na LinkedIn, z których powstają kolejne burze w szklance wody i antagonizmy: my – HRy i oni – źli kandydaci.

Czy tak naprawdę o to w tym wszystkim chodzi? Czy nie lepiej wyjść z założenia, że życie jest dla nas sumą doświadczeń i drogą do rozwoju, i zawsze warto bacznie przyjrzeć się samemu sobie, i zadać sobie tego trudu, aby udoskonalić najdoskonalsze w naszym mniemaniu działania? Dookoła nas jest tyle źródeł wiedzy, mamy dostęp do niezliczonej masy szkoleń, ciekawych lektur, blogów, wystąpień ekspertów, konferencji, workshopów – dlaczego nie chcemy z tego realnie czerpać pełnymi garściami i zaimplementować tej wiedzy do naszego osobistego rezerwuaru usług i zachowań. Zacznijmy sami dla siebie być przykładem. Uczmy się wzajemnie, inspirujmy i pamiętajmy, że rutyna zawodowa potrafi zwieść na manowce niejednego. Pracujemy z ludźmi i dla ludzi.

A w związku z tym każdy, z kim mamy do czynienia, ma prawo być traktowany z szacunkiem i w sposób profesjonalny. Szczególnie w sytuacji, kiedy zdobywa się na poważną decyzję, jaką jest gotowość do zmiany miejsca pracy, a więc zmiany swojego życia. Pamiętajmy o tym. W moim odczuciu tak prosta, i jak widać skomplikowana za razem, dla wielu dewiza: „traktuj innych tak, jak sam chciałbyś być potraktowany” może być remedium na całą tę sytuację. Powiem więcej – my także mamy prawo być traktowani z szacunkiem. Problem jest jeden: jeśli sami nie zaczniemy go krzewić dookoła siebie, nie spłynie on nagle z nieba dany ot tak.

A tym, co rekrutują i tym, co są rekrutowani, może przypomnę, że rozmowa o pracę to nie jest gra w ruletkę! W gruncie rzeczy ma ona pewien powtarzalny schemat, czasem zmienia się jedynie narzędzia za pomocą których pozyskuje się informacje. Jeśli osoba, która jest twarzą swojej organizacji zaprasza do rozmów, bierze całkowitą odpowiedzialność za to, co, i w jaki sposób mówi. To właśnie jej zaangażowanie powinno także dać odpowiedź na pytanie: czy chciałbyś/ chciałabyś tam być? Nie pozwalajmy na to, proszę, aby rekrutacja była elementem ugruntowującym wierno-pańszczyźniane relacje, z którymi tak często spotykamy się w myśleniu wielu pracodawców, którzy stawiają się w roli panów ganiających parobków do swego folwarku.

Tam, gdzie jest człowiek tam są relacje, bez nich nic wartościowego nigdy nie osiągniemy, pamiętajmy o tym.

Po każdej ze stron rekrutacyjnego stołu siedzi człowiek, nie zapominajmy o tym. Moja HR-owa mentorka – Joanna Malinowska-Parzydło, doświadczona managerka, autorka wielu eksperckich publikacji z obszaru zarządzania zasobami ludzkimi, mawia „wzajemna życzliwość jest lekiem, którego nie da się przedawkować” – i z tą myślą chciałabym pozostawić wszystkich, co „robią HR-y” i nie tylko.

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ

NEWSLETTER

Bądź na bieżąco
z newsami
ze świata HR

OSTATNIO DODANE
SOCIAL HR CORNER